Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła we wtorek Danielowi Obajtkowi zarzuty w dwóch sprawach — tłumienia krytyki prasowej oraz złożenia fałszywych zeznań przed sądem. Były prezes Orlenu, dziś europoseł PiS, nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.
Tygodnik „Nie” i zeznania w sprawie Nisztora
Pierwszy zarzut dotyczy marca 2023 roku. Obajtek, kierując wówczas Orlenem, polecił wycofać ze sprzedaży na stacjach koncernu jedno wydanie tygodnika „Nie” z okładką przedstawiającą Jana Pawła II. Śledczy kwalifikują to jako naruszenie prawa prasowego.
Drugi wątek to podejrzenie, że polityk skłamał przed sądem, opisując swoją znajomość z dziennikarzem Piotrem Nisztorem. Jak podał Onet, materiałem dowodowym są nagrania rozmów z 2018 roku, które mają wskazywać na bliższe i nieformalne relacje obu mężczyzn, niż Obajtek deklarował na sali sądowej.
„Oczywiście odmówiłem składania wyjaśnień, nie przyznaję się do zarzucanych mi czynów” — oświadczył po wyjściu z gmachu prokuratury. Odniósł się też do awansu prokuratora prowadzącego postępowanie: „Jaki zbieg okoliczności, że pan prokurator awansował przed postawieniem mi zarzutów”.
Sprawę tygodnika europoseł potraktował inaczej niż wątek zeznań.
„Jestem z tego zarzutu dumny. Przyznaję się do tego czynu. Kazałem wyrzucić tygodnik »Nie«, jedno wydanie, z racji tego, że to było bezczeszczenie uczuć religijnych. Jeśli byłoby to bezczeszczenie uczuć religijnych innych wyznań niż katolickie, zrobiłbym to samo” — mówił.
Przekonywał, że jako właściciel biznesu miał prawo decydować, jakie tytuły trafiają na półki, i że nie ma to nic wspólnego z cenzurą. Zarzut dotyczący Nisztora nazwał natomiast „wierutnym kłamstwem”, do którego nie może się przyznać. Wcześniej w mediach społecznościowych twierdził, że ujawnione nagrania zostały zmontowane.
Pieśń religijna i okrzyki przed budynkiem
Przed siedzibą prokuratury zebrali się zwolennicy Obajtka oraz politycy PiS, wśród nich Przemysław Czarnek i Antoni Macierewicz, zmobilizowani przez Jarosława Kaczyńskiego. Otoczyli europosła i przy licznych dziennikarzach oraz fotoreporterach odśpiewali „Ciebie Boga wysławiamy”. Padały okrzyki „tu jest Polska” i „hańba”.
Reporter Wirtualnej Polski relacjonował, że Obajtek przeszedł także do krytyki polityki cenowej rządu. Twierdził, że za jego kadencji paliwo kosztowało mniej, a teraz stawia mu się zarzuty za rzekome zaniżanie cen. „Czekamy na ceny paliw po 5,19″ — rzucił.
„Orlenem i Polską w szczególności rządzą kandydaci do Nobla” — ironizował Czarnek, wymieniając Donalda Tuska, ministra finansów Andrzeja Domańskiego i europosłankę Martę Wcisło.
Zapowiedział, że PiS „będzie wnioskować o Nobla z dziedziny ekonomii” dla rządzących, a prokuratorów i urzędników wezwał, by „byli odważni” i nie wykonywali „rozkazów Bodnara, Żurka i Tuska”.
Co dalej z postępowaniem
Przedstawienie zarzutów było możliwe po tym, jak Parlament Europejski uchylił Obajtkowi immunitet w kwietniu, na wniosek polskiej prokuratury. Wątek fałszywych zeznań zaczął się od zawiadomienia dziennikarza Grzegorza Jakubowskiego, złożonego po jednym z procesów z prywatnego aktu oskarżenia. Wskazał on, że Obajtek skłamał przed sądem 11 maja 2023 roku, i powołał się na nagranie z 2018 roku.
Za fałszywe zeznania kodeks przewiduje karę więzienia, sprawa tygodnika dotyczy naruszenia prawa prasowego. O dalszym biegu postępowania zdecyduje prowadzący je prokurator — jeśli skieruje akt oskarżenia, sprawą zajmie się sąd.