Dziesięć dni w Albanii za 1400 zł za bilety dla czterech osób. Relacja z wakacji pod Sarandą

Ola Długołęcka spędziła z rodziną dziesięć dni w Albanii — jeden dzień w Tiranie, resztę w okolicach Sarandy, w mieszkaniu wynajętym od lokalnej rodziny. Wyjazd sfinansowali sami, nie był to wyjazd prasowy. Po powrocie znajomi zaczęli dopytywać, czy warto jechać, a odpowiedź nie okazała się jednoznaczna.

Pomysł na Albanię wracał w tej rodzinie co roku przez pięć lat i za każdym razem przegrywał z innym kierunkiem: dwukrotnie z Kretą, potem z Toskanią, okolicami Triestu i Apulią. Przekonywały kolejne relacje — znajomy męża wrócił z Albanii bardzo zadowolony, przyjaciółka autorki chodziła po albańskich górach, a Instagram zasypywał rolkami z tamtejszego wybrzeża.

Jak powstał plan wyjazdu

Planowanie ruszyło w styczniu. Portugalia odpadła przez zbyt długi lot, powrót do Apulii zawetował syn, który chciał zobaczyć nowe miejsce. Minorka, greckie wyspy i Słowenia z psami też wypadły z listy.

— To może Tirana na jedną noc, a potem dalej już docelowo dom gdzieś na południu? — nieśmiało zaproponował mąż.

Bilety w styczniu kosztowały 1400 zł dla czterech osób z bagażem. Lot z warszawskiego lotniska Chopina miał trwać dwie godziny, choć powrót wypadał do Radomia — rodzinie zależało na dziesięciu dniach pobytu, więc przystali na tę niedogodność.

Dom pod Sarandą i wynajęty samochód

Bazę wybrali w okolicach Sarandy, kurortu, z którego blisko do wielu atrakcji. Rodzina jest morska, latem potrzebuje słonej wody i plaży. Wyszukiwaniem noclegu zajął się mąż, korzystając z Bookingu — od lat wynajmują mieszkania i domy, zamiast hoteli.

Dziesięć dni w Albanii za 1400 zł za bilety dla czterech osób. Relacja z wakacji pod Sarandą

Do różnych wnętrz są przyzwyczajeni. Na Krecie mieszkali w domu zatrzymanym w latach 60., we Włoszech w mieszkaniu urządzonym przez czyjąś babcię, gdzie szafy z rzeczami domowników zamknięto na łańcuchy z kłódkami.

Poszukiwania ograniczał budżet i wymóg trzech sypialni. Syn ma 17 lat, córka 12 — rozdzielenie rodzeństwa przynajmniej jedną ścianą było warunkiem spokojnego urlopu. Po wielu dniach przeglądania ofert z mapą satelitarną w tle udało się zarezerwować mieszkanie i zaklepać samochód. Rodzina zajęła pierwsze piętro domu, z tarasu widać było krowę sąsiadki.

Pierwsze wrażenie jeszcze przed startem

Autorka zaznacza, że jej rodzina jest relacyjna i wyczulona na to, jak traktuje ludzi i jak sama jest traktowana. Przy odlocie trafili na nieuprzejmą ekipę Służby Ochrony Lotniska. Dzieci zostały cofnięte i obsztorcowane przez kobietę wykrzykującą kolejne polecenia: „Czapka! Buty! Do tyłu!”. Relacje z ludźmi ukształtowały też albańskie wrażenia rodziny, a te — jak sama zapowiada — pozostały mieszane.

Comments
Loading...
error: Treść zabezpieczona !!