To największy „pożeracz” energii w twoim domu. Polacy prawie nigdy nie odłączają go od prądu
Rynek energetyczny w Polsce w ostatnich latach przypominał jazdę kolejką górską. Konsumenci musieli przyzwyczaić się do terminów takich jak tarcza solidarnościowa czy zamrożenie cen. Wchodząc w 2026 rok, krajobraz ten ulega dalszym zmianom. Mechanizmy ochronne, które przez pewien czas zabezpieczały portfele Polaków przed wysokimi podwyżkami, spełniły swoje zadanie podczas szczytu kryzysu energetycznego. Obecne warunki rynkowe wymuszają jednak powrót do mechanizmów rynkowej wyceny energii.
Eksperci podkreślają, że dzięki stabilizacji cen surowców na światowych rynkach koszty energii czynnej w taryfach na 2026 rok są na poziomie zbliżonym, a czasem nawet niższym niż w okresie zamrożenia cen. Te kilkuprocentowe wahania w skali makro przekładają się na realne sumy rzędu kilkudziesięciu lub kilkuset złotych rocznie w domowym budżecie przeciętnej rodziny.
Wzrost świadomości energetycznej Polaków jest skutkiem tej niepewności. Jeszcze dekadę temu mało kto zwracał uwagę na klasę energetyczną piekarnika czy zużycie w trybie czuwania telewizora. Dziś, gdy średnia cena za kilowatogodzinę (kWh) wraz z opłatami dystrybucyjnymi znacznie obciąża budżety domowe, audyt energetyczny mieszkania stał się koniecznością. Coraz więcej Polaków inwestuje w inteligentne gniazdka, które pozwalają monitorować zużycie prądu i zlokalizować miejsca, gdzie uciekają pieniądze. Niestety, często prowadzi to do odkrycia urządzenia, bez którego trudno wyobrazić sobie współczesny dom.
To największy pożeracz energii w polskim domu
Wielu z nas uważa, że lodówka jest największym „pożeraczem” energii, ponieważ działa nieustannie – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. To jednak błędne przekonanie. Współczesne chłodziarko-zamrażarki dzięki nowoczesnej izolacji i wysokosprawnym kompresorom zużywają stosunkowo mało energii – na poziomie 250–300 kWh rocznie.
Z kolei płyta indukcyjna, mimo że działa tylko około godziny lub dwóch dziennie, zdecydowanie przewyższa ją w zużyciu elektryczności. Według analiz branżowych oraz raportów publikowanych m.in. przez portal Interia Biznes, roczne zużycie energii przez płytę indukcyjną w typowym domu może sięgać nawet 1003,75 kWh.
Jak wyjaśnić tę różnicę? Kluczem jest chwilowe zapotrzebowanie na moc. Podczas pracy lodówka wykorzystuje tylko kilkadziesiąt watów, natomiast pojedyncze pole grzewcze płyty indukcyjnej w trybie „boost” pobiera od 2 do nawet 3,5 kW (2000–3500 watów). Uruchomienie jednocześnie czterech pól, np. podczas przygotowywania świątecznego obiadu, powoduje obciążenie instalacji porównywalne z włączeniem kilkudziesięciu starych żarówek. Szacując koszty według rynkowych stawek za prąd, użytkowanie samej płyty indukcyjnej może kosztować polską rodzinę od 500 do około 600 zł rocznie – niemal trzykrotnie więcej niż nowoczesna pralka czy zmywarka, które zużywają w ciągu roku 200–240 kWh.
Warto wspomnieć też o innych niedostrzeganych konsumentach energii. Drugą pozycję zajmuje piekarnik elektryczny z rocznym zużyciem sięgającym 490 kWh. Elektronika użytkowa, taka jak telewizory czy komputery stacjonarne, zużywa znacznie mniej. Przykładowo duży telewizor LED pobiera rocznie około 80 kWh, co stanowi ułamek energii zużywanej podczas codziennego gotowania na płycie indukcyjnej. Mit o ładowarkach pozostawionych w gniazdkach obciążających budżet jest bezpodstawny – ich roczny koszt to zwykle tylko kilka złotych.
Tak ograniczysz pobór energii tego sprzętu
Zrozumienie, że gotowanie na płycie indukcyjnej jest jedną z najdroższych domowych czynności pod względem zużycia energii, nie oznacza rezygnacji z tej technologii. Płyta indukcyjna charakteryzuje się najwyższą sprawnością energetyczną spośród dostępnych elektrycznych rozwiązań. Energia jest kierowana bezpośrednio do dna naczynia, a nie rozprasza się na boki, jak w przypadku tradycyjnych płyt ceramicznych czy gazowych. Problem leży więc nie w technologii, lecz w sposobie jej użytkowania.
Wysokie rachunki często wynikają z naszych przyzwyczajeń i braku wiedzy o fizyce gotowania. Jednym z największych błędów jest gotowanie bez pokrywki, co zwiększa zużycie energii o co najmniej 30%. Ciepło uciekające z parą wodną to dosłownie wyrzucane pieniądze.
Warto też zwracać uwagę na ciepło resztkowe. Płyta indukcyjna nagrzewa się mniej niż ceramiczna, ale efektywnie przekazuje energię naczyniom. Wyłączając pole grzewcze kilka minut przed końcem gotowania, pozwalamy potrawie „dojść” przy zerowym poborze prądu – to prosta zmiana przynosząca zauważalne oszczędności w skali roku. Coraz popularniejsze stają się szybkowary, które skracają czas obróbki termicznej i redukują okres pracy najbardziej energochłonnego urządzenia w domu.
Patrząc w przyszłość, producenci AGD będą kłaść większy nacisk na funkcje „eko”. Już dziś dostępne są płyty z inteligentnymi sensorami, które precyzyjnie dostosowują moc do temperatury naczynia, zapobiegając przegrzewaniu.
Dla konsumentów liczy się prosta matematyka: godzina intensywnego użytkowania płyty indukcyjnej to wydatek przekraczający 1,50 zł przy dużym obciążeniu. W skali miesiąca, przy codziennym gotowaniu, ta kwota staje się istotnym elementem budżetu domowego, przewyższając nawet koszty oświetlenia całego mieszkania. Zrozumienie, że kluczowa walka o niższe rachunki toczy się w kuchni, to pierwszy krok do racjonalizacji wydatków w niepewnych czasach.