Dyplomatyczny kryzys między Warszawą a Waszyngtonem. Jak spór o Nobla dla Trumpa zaognił się w konflikt
Decyzja marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego o odmowie poparcia kandydatury Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla stała się przyczyną gwałtownego kryzysu w relacjach dyplomatycznych między Warszawą a Waszyngtonem. Marszałek uzasadnił swoją postawę zarzutami wobec prezydenta USA dotyczącymi destabilizowania instytucji międzynarodowych i prowadzenia polityki opartej na sile. Choć formalnie jest to symboliczny gest w ramach kompetencji marszałka sejmu, jego krytyczne uzasadnienie zostało w Stanach Zjednoczonych potraktowane jako polityczny afront.
W administracji USA, gdzie relacje międzynarodowe często mają charakter transakcyjny, takie gesty są interpretowane jako testy lojalności. Dlatego też reakcja Waszyngtonu wykroczyła daleko poza standardowe dyplomatyczne wyrazy ubolewania, przemieniając się w spór o charakterze personalnym i politycznym.

Bezprecedensowe posunięcie ambasadora
Ambasador USA w Polsce Thomas Rose podjął bezprecedensowy krok, ogłaszając publicznie zerwanie kontaktów z marszałkiem sejmu. W praktyce dyplomatycznej państw sojuszniczych spory zazwyczaj rozwiązuje się dyskretnie – poprzez ministerstwa spraw zagranicznych, noty dyplomatyczne albo rozmowy na szczeblu rządowym. Publiczne ogłoszenie bojkotu jednej z najważniejszych osób w państwie stanowi sygnał ominięcia polskiego parlamentu i wskazuje, że Waszyngton wybiera wyłącznie wybranych partnerów w polskiej władzy.
To jasny komunikat: krytyka prezydenta USA, nawet ze strony teoretycznie niezależnego organu ustawodawczego, nie będzie akceptowana. Taki krok znacznie podniósł napięcie i ograniczył przestrzeń do deeskalacji, wymuszając na pozostałych instytucjach państwowych jasne zajęcie stanowiska po jednej ze stron konfliktu. Ambasador Rose, pełniący funkcję zaledwie kilka miesięcy, argumentował, że obelgi wobec prezydenta Trumpa poważnie zaszkodziły „doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem”.
Polska scena polityczna podzielona sporem
W Polsce reakcje na kryzys ujawniły wyraźny podział. Premier Donald Tusk wyraził wsparcie dla marszałka sejmu, jednocześnie apelując o rozwagę i przypominając o zasadzie partnerskich relacji w ramach sojuszu. Z kolei Pałac Prezydencki, reprezentowany przez prezydenta Karola Nawrockiego, przyjął ostrą, konfrontacyjną narrację, oskarżając Czarzastego o niszczenie relacji z Waszyngtonem.
Spór zewnętrzny stał się narzędziem walki na wewnętrznej scenie politycznej. Dla rządu to test niezależności decyzyjnej, dla Pałacu – okazja do osłabienia koalicji, a dla samego Czarzastego – sposób na konsolidację elektoratu, który oczekuje zdecydowanego stanowiska wobec administracji Trumpa.
Marszałek tłumaczy swoją decyzję
Czarzasty próbował ograniczać napięcie między Warszawą a Waszyngtonem, jednoznacznie oddzielając krytykę osoby prezydenta USA od kwestii relacji między sojusznikami. W swoim wpisie podkreślił szacunek dla USA jako kluczowego partnera Polski oraz swoje zaangażowanie w obronę polskich żołnierzy uczestniczących w misjach zagranicznych, zaznaczając, że „zgodnie ze swoimi wartościami stanąłem w obronie polskich żołnierzy walczących na misjach”.
Marszałek oświadczył również: „Niezmiennie szanuję USA jako kluczowego partnera Polski. Dlatego z ubolewaniem przyjmuję deklarację ambasadora, ale nie zmienię stanowiska w fundamentalnych dla Polek i Polaków sprawach”. W rządzie wpis ten uznano za próbę deeskalacji konfliktu, jednak Pałac Prezydencki odebrał go jako podtrzymanie sporu.
Groźby wycofania wojsk i presja gospodarcza
W kolejnym etapie konfliktu ambasador USA zamieścił wpisy sugerujące, że obecność amerykańskich wojsk w Polsce nie jest gwarantowana i może zostać wycofana. Wpis został następnie usunięty, jednak wywołał falę krytyki wobec ambasadora Rose’a za ostre starcia dyplomatyczne za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Eksperci podkreślają, że amerykańscy żołnierze nie stacjonują w Polsce „za darmo” – ich obecność wiąże się z interesami geopolitycznymi USA, a Polska pokrywa realne koszty związane z infrastrukturą, logistyką i utrzymaniem wojsk. Ponadto kraj nabywa drogi sprzęt wojskowy pochodzący ze Stanów Zjednoczonych.
Rosnące napięcie na arenie dyplomatycznej
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapowiedział podjęcie działań w odpowiedzi na słowa ambasadora Rose’a. Korespondent POLITICO Eli Stokols skomentował ostre słowa dyplomaty, zauważając, że „naśladuje model zachowania, który widzimy u samego Donalda Trumpa. Takie 'trumpocentryczne’ podejście przenika całą administrację. Atakowanie Europy jest w niej powszechne”.
Równocześnie badania pokazały, że ponad połowa Polaków nie uważa Stanów Zjednoczonych za wiarygodnego sojusznika, na co ambasador Rose zareagował stwierdzeniem, że jest to „godne pożałowania. I to bardziej dla Polski niż dla Ameryki”.
Pytania o zgodność dyplomatyczną
Eksperci nie są zgodni, czy ambasador Rose złamał protokół dyplomatyczny. Zdaniem Janusza Sibory mógł on naruszyć konwencję wiedeńską regulującą pracę dyplomatów. Inni analitycy argumentują, że Rose jedynie zakomunikował decyzję swojego rządu o zerwaniu wszelkich kontaktów z marszałkiem Czarzastym, co – choć kontrowersyjne – nie stanowi ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski.
Konflikt między ambasadorem a marszałkiem sejmu wykazuje, jak władze USA pod przywództwem Donalda Trumpa podchodzą do kwestii lojalności sojuszników. Publiczne ataki i groźby gospodarcze to nowe narzędzia dyplomacji, która odbiega od tradycyjnych standardów międzynarodowych i wprowadza elementy konfrontacyjne do relacji z krajami NATO.