Wpłacał po 100 zł miesięcznie. Tak żyje na emeryturze

Historia miłości Zbigniewa Buczkowskiego i jego żony Jolanty jest wyjątkowa i trwa już ponad czterdzieści lat. Wszystko zaczęło się od randki w ciemno, którą zaaranżowała jego mama. Już wtedy aktor poczuł, że spotkał kogoś wyjątkowego na całe życie.

Przez długi czas pozostawał singlem, a niektórzy zaczęli go nawet nazywać „starym kawalerem”, ponieważ żadne z dotychczasowych spotkań z kobietami nie budziło w nim większych emocji. Zmiana nadeszła, gdy jego mama postanowiła przejąć inicjatywę i załatwiła mu spotkanie z Jolantą.

obrazek

– Miałem już trzydziestkę na karku, a wtedy trzydziestoletni facet bez żony był albo „podejrzany”, albo nadzwyczajnie szpetny. „Stary kawaler” to nie było miłe określenie. Jednak ja nie przejmowałem się tym, bo prowadziłem szalone życie – wspominał Buczkowski w wywiadzie dla „Echa Dnia”.

Sekret udanego małżeństwa

Już podczas pierwszego spotkania z Jolantą aktor poczuł, że to coś wyjątkowego. – Jola zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Od razu pomyślałem, jakby to było się ożenić. Ledwie ją poznałem, a już wiedziałem, że chcę z nią spędzić życie. Widocznie dojrzałem do tego kroku – przyznał Buczkowski.

Mimo że uczucia rozwinęły się szybko, rodzina Jolanty miała pewne obawy, czy życie u boku aktora zapewni jej stabilizację. Wiele osób ostrzegało ją, powołując się na fakt, że aktorzy często mają po kilka żon.

– Rodzina ostrzegała ją przede mną, przed zawarciem związku. Mówili, że aktorzy często zmieniają partnerki, mają po kilka ślubów. Jednak ja i Jola idealnie do siebie pasujemy – mówił aktor w „Twoim Imperium”.

Wielu uważa, że to właśnie jego żona i jej cierpliwość oraz mądrość życiowa są kluczem do trwałości ich związku.

– Sukces naszego małżeństwa zawdzięczam mądrości Joli i jej wielkiej tolerancji. Każdy ma swoje wzloty i upadki, ale Jola umie załagodzić każdy konflikt i uspokoić napięcia. Jej dobroć i moje wyrzuty sumienia, że nie zawsze jestem idealnym mężem, motywują mnie do zmiany na lepsze. To dzięki niej jestem dziś tym, kim jestem – podkreślił w wywiadzie dla „Tele Tygodnia”.

Aktor nie zwalnia tempa mimo wieku

Chociaż Zbigniew Buczkowski osiągnął już wiek emerytalny, nie zamierza na emeryturze zwolnić tempa. Praca daje mu energię i poczucie celu. – Bez pracy chyba bym zwariował – podkreślał w rozmowie z „Świat i Ludzie”.

Wielokrotnie opowiadał, że już dawno pracownica ZUS-u poradziła mu, aby samodzielnie odkładał nawet niewielkie kwoty na swoją emeryturę, bo czas szybko mija. Aktor posłuchał tych wskazówek i regularnie wpłacał około 100 zł miesięcznie. Dzięki temu jego świadczenie, choć niewysokie, jest pewne.

– Pani z ZUS-u powiedziała mi kiedyś, żeby sam płacić na emeryturę, bo czas mija szybko. Tak właśnie robiłem, wpłacając niewielkie kwoty, około 100 zł miesięcznie. Emerytura nie jest wysoka, ale mam ją. Na emeryturę przeszedłem w wieku 67 lat, a więc dłużej niż wymaga się obecnie – wyznał w rozmowie z „Faktem”.

Mimo emerytalnego wieku Buczkowski podkreśla, że aktor nigdy tak naprawdę nie przestaje grać – zmienia jedynie role, odpowiadając naturalnym etapom życia.

– Nie ma czegoś takiego jak aktor na emeryturze. Najpierw gra się młodych, potem ojców, dziadków, aż w końcu staruszków. Przez całe życie byłem aktywny zawodowo i dopóki mogę, chcę nadal pracować – mówi w wywiadzie dla „Świat i Ludzie”.

Na przestrzeni dekad Zbigniew Buczkowski nie tylko zbudował bogatą karierę, ale również szczęśliwe małżeństwo, które jest dzisiaj inspiracją dla wielu.

Comments
Loading...
error: Treść zabezpieczona !!