Sobotni poranek 1 lutego 2026 roku w Polkowicach przerwał gwałtowny pożar, który objął cały budynek sklepu Biedronka przy ul. Ogrodowej 5. Zgłoszenie o ogniu dotarło do służb ratunkowych około godziny 10:30, a pierwsze zastępy straży pożarnej pojawiły się na miejscu zaledwie dwie minuty później. Już na etapie rozpoznania było jasne, że pożar wymknął się spod kontroli.
Ekspresowe rozprzestrzenienie ognia i zawalenie dachu
Błyskawiczny rozwój pożaru objął cały dach budynku, który po około 10 minutach działań gaśniczych gwałtownie się zawalił, powodując, że cały obiekt stanął w płomieniach. To zdarzenie diametralnie zmieniło sytuację, uniemożliwiając prowadzenie akcji ratowniczych w dotychczasowym zakresie.
Dowódcy natychmiast zmienili strategię na działania obronne, skupiając się na zabezpieczeniu otoczenia przed rozprzestrzenianiem się ognia oraz ochronie ratowników. Płomienie były widoczne z daleka, ponieważ objęły niemal cały budynek.

Trudne warunki i niebezpieczna pułapka na zamarzniętej nawierzchni
Pożar nie był jedynym zagrożeniem – zimowa aura spowodowała, że woda używana do gaszenia natychmiast zamarzała na chodnikach, asfaltach i placach wokół obiektu, tworząc niebezpieczne lodowisko. W wyniku poślizgnięć ucierpiało trzech strażaków w ciężkim umundurowaniu ochronnym: jeden doznał wybitego barku, drugi złamanej kości piszczelowej, a trzeci zranionej dłoni. Obrażenia nie zagrażają życiu, ale unaoczniają ekstremalne warunki podczas akcji.
Strażacy musieli walczyć nie tylko z ogniem, ale także z niestabilną konstrukcją budynku, toksycznym dymem oraz oblodzoną nawierzchnią, która utrudniała poruszanie się i logistykę działań.
Ogromna mobilizacja i skomplikowana akcja ratownicza
Skala zdarzenia wymagała zaangażowania nawet 23 zastępów straży pożarnej z kilku powiatów, w tym z Polkowic i Głogowa, wyposażonych w specjalistyczny sprzęt wysokościowy, taki jak autodrabiny i podnośniki. Działania prowadzono wielostronnie, a kolejne jednostki wsparcia docierały na miejsce bez przerwy.
Akcja toczyła się w bardzo trudnych warunkach: wysokiej temperaturze, gęstym dymie i niestabilnej konstrukcji. Zawalony dach skrywa palne materiały, które mogą się tlić i reaktywować ogień nawet po wielu godzinach. Do późnego popołudnia trwało dogaszanie zgliszczy przy udziale 13 zastępów.
Pełne opanowanie pożaru wciąż jest niemożliwe, a śledztwo wyjaśni jego przyczyny. Dla mieszkańców Polkowic to jedno z najpoważniejszych zdarzeń ostatnich lat – straty materialne będą odczuwalne długo, a strażacy znów stanęli przed walką o życie w ekstremalnych warunkach.
Akcja ratunkowa zamieniła się w dramat – kilku strażaków zostało rannych, a pożar rozprzestrzenił się błyskawicznie.